„Goodbye Days”

„Goodbye Days”

Wiecie, że nie powinno się oceniać książki po okładce, prawda? Ale czasem tak mam, że jakaś książka podoba mi się nie ze względu na przeczytany opis czy recenzje, po prostu ciekawi mnie okładka. Tak było w przypadku powieści „Goodbye Days”. Cóż… mam nosa!

„Goodbye days” Jeffa Zentnera to opowieść o Carverze, młodym chłopaku, którego życie legło w gruzach. W wypadku samochodowym zginęło trzech jego przyjaciół. Ale to nie koniec złych wiadomości. SMS, którego Carver wysłał do jednego z chłopaków znajdujących się w aucie, mógł się do tej tragedii przyczynić. Carver nie jest jedyna osobą, w oczach której to właśnie on odpowiada za śmierć przyjaciół. Doświadcza stanów lękowych, chodzi na terapię, zmaga się ze sobą i ze stawianymi mu zarzutami. Brzmi smutno? To prawda, ale to tylko jedna odsłona tej powieści.

Carver ma świetnych rodziców, którzy go wspierają, mimo że on sam nie jest zwolennikiem zwierzania się właśnie im. Znacznie lepiej dogaduje się z siostrą i byłą dziewczyną jednego ze zmarłych chłopaków.

– Czy twoi rodzice byliby gotowi cię wysłuchać?

– Pewnie. Tyle że niespecjalnie potrafię się przed nimi otwierać. Nie lubię i to nie jest ich wina. Chyba po prostu… nie chciałbym ich rozczarować, zawieść. Może chcę też zachować niezależność? Cenię sobie własną przestrzeń osobistą? Albo jestem jakimś dziwadłem. Trudno powiedzieć.

Rodzice starają się dawać mu wolność i przestrzeń, ale Carver wie, że może na nich liczyć. Dlatego, kiedy tego potrzebuje, pozwala się przytulić i dotknąć.

Siedzę między mamą a tatą. Ojciec wierci się w fotelu – to zakłada nogę na nogę, to siada prosto. Opieram łokcie na lekko drżących kolanach i gapię się na stary drewniany parkiet. Mama delikatnie masuje mnie po karku. Dotyk przynosi nieco ukojenia.

Jeff Zentner stworzył bardzo wyważoną historię. Z jednej strony czujemy smutek i cierpienie Carvera, czasem to przytłacza, powoduje niezrozumienie i złość, z drugiej w jego życiu pojawiają się promyczki słońca, bardzo delikatne i subtelne, ale niosące nadzieję. Carver pisze opowiadania i świetnie oddaje swoje uczucia i emocje.

Pewnego dnia napisałem SMS, którym zabiłem trzech swoich najlepszych przyjaciół. Może teraz udało mi się państwa zaciekawić? Jasne, mam na koncie kilka opowiadań, lecz moim prawdziwym arcydziełem okazała się króciutka wiadomość, która za jednym zamachem doprowadziła do kresu trzech fabuł. Jestem jedynym pisarzem na świecie, który potrafi swoim piórem unicestwiać historie.

Książka pozwala lepiej zrozumieć osoby, które opłakują śmierć bliskich albo po prostu przeżywają jakąś stratę.

– Bardzo mi przykro.

– Dziękuję.

Szkoda, że nie mogę zgromadzić na wielkim stadionie wszystkich ludzi, którzy zechcą w przyszłości wyrazić wobec mnie współczucie. Na umówiony znak, na przykład, po odliczeniu do trzech bądź na wystrzał z armaty, wszyscy mogliby złożyć mi kondolencje jednocześnie. Mieliby na to pół minuty. Stałbym na samym środku murawy i czuł, jak zalewa mnie powodziowa fala współczucia. Miałbym to z głowy, nie czułbym raz po raz tych słabiutkich pojedynczych strumyków.

Historia Carvera uczy, jak rozmawiać z kimś, kto cierpi i pokazuje, jak ważne jest wsparcie.

– Czy ja zwariowałem?

– Czy zwariowałeś? Nie. Przechodzisz trudne chwile i bardzo cierpisz. A na takie sytuacje ludzie reagują w bardzo nietypowy sposób.

„Goodbye Days” pokazuje, że choć ludzie czasem robią złe rzeczy, popełniają błędy, które mogą mieć bardzo poważne konsekwencje, mogą przejść nawet najtrudniejsze próby. Mnie zachwyciła szczerością i realnością – oczywiście to książka, a nie życie, ale w mojej ocenie ta historia jest życiu bardzo bliska, gdy mowa o cierpieniu i przeżywaniu go. Ale, co najważniejsze, ta historia daje też nadzieję. Jest piękna, wzruszająca, bardzo czuła. Carver jest też przykładem człowieka, który, choć to niełatwe, pozwala sobie pomóc. Daje się zaciągnąć na terapię, korzysta z pomocy specjalisty. To ważny sygnał, bo mimo że z terapii korzysta coraz więcej osób, nadal pokutuje przekonanie, że na terapię chodzą tylko wariaci. Tymczasem to właśnie terapia jest jednym z elementów, dzięki którym stan Carvera się poprawia.

A, jest tam również wątek miłosny, ale nieoklepany, przedstawiony nieschematycznie. Zamknęłam tę książkę i mam ochotę otworzyć ją ponownie…

I jeśli znacie książki Matthew Quicka (to ten pan od „Poradnika pozytywnego myślenia”), ta historia na pewno Wam się spodoba 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *