„Piękne życie” – lektura dla współczesnych kobiet

„Piękne życie” – lektura dla współczesnych kobiet

Z „Pięknym życiem” miałam problem, bo książka jest, moim zdaniem, dość nierówna. Najgorzej było na początku – słaby, czasem bardzo patetyczny i jednocześnie przerażający. Poza tym to poradnik, a to zdecydowanie nie jest coś, za czym przepadam. Ale! Później jest już tylko lepiej.

Shauna Niequist, autorka i zarazem bohaterka książki, przeszła drogę od dzikiego pędu, pogoni za karierą, próbą bycia idealną kobietą, żoną, matką i pracownikiem. Nie zatrzymała się nawet wtedy, gdy poroniła, na lotnisku wymiotowała z wyczerpania. Mrozi mnie ten moment jej życia za każdym razem, gdy wracam do tego fragmentu. Na szczęście przyszedł taki czas, kiedy postanowiła poszukać odpowiedzi na pytanie, czego potrzebuje, kim jest, co sprawi, że będzie szczęśliwa i dlaczego, choć ma kochającego męża, dwóch super synów oraz fajną pracę, w ogóle taka nie jest. Dziś cieszy się tym, co ma, pracuje na takich zasadach, jakie sama ustaliła, spełnia się jako żona i mama, mając świadomość tego, że nigdy nie będzie idealna.

Brzmi trochę banalnie, bo dużo dziś się o tym mówi. Ale chyba nadal za mało, bo wiele kobiet (zaryzykowałabym stwierdzenie, że właściwie każda, choć w różnym stopniu), boryka się z problemami Shauny. Chcemy być we wszystkim świetne i nie dajemy sobie prawa do tego, żeby być sobą, nie umiemy odpuścić i cieszyć się tym, co mamy. Jeśli jesteśmy żonami, to koniecznie najlepszymi, jeśli matkami, to idealnymi, jeśli robimy karierę zawodową, chcemy piąć się jak najwyżej i przede wszystkim zostać docenione. Szkoda, a może na szczęście, że to niemożliwe.

Sztuka mówienia „nie”

Shauna Niequist porusza bardzo ważny problem, jakim jest nieumiejętność odmawiania, a tym samym niesłuchania siebie i swoich potrzeb.

„Ludzie są zachwyceni, kiedy mówisz tak, i do tego przywykają – zaczynają rozpoznawać tych, którzy zawsze powiedzą tak, zawsze sobie poradzą, zawsze wykonają zadanie”.

Powiedzieć komuś „nie”, to wcale niełatwa sprawa. Bo ktoś może się obrazić, źle odczytać nasze intencje, możemy mieć poczucie, że coś tracimy, z czymś nie dajemy sobie rady, że sprawiamy komuś zawód. Shauna przekonuje jednak, że inaczej się nie da, a kiedy „nie reglamentujesz ostrożnie swoich tak, zaczynasz mówić nie bardzo istotnym rzeczom, nawet nie zdając sobie z tego sprawy”. To, że nie musimy spełniać oczekiwań i zachcianek innych osób, wydaje się oczywiste, ale czy nie jest tak, że poświęcamy się dla innych, często wbrew temu, co chcemy, swoim kosztem, bo nie chcemy być egoistkami? Mówienie „tak”, zgadzanie się na różne propozycje często ma sprawić, że lepiej się poczujemy – bardziej kompetentne, potrzebne. A potem chodzimy przygniecione ciężarami, które same na siebie bierzemy. Bardzo spodobało mi się te słowa Shauny odnoszące się do kobiet, które wraz z nią tworzą Klub Kulinarny, bo jest to coś, co zaobserwowałam też w swoim życiu:

„Zamiast konkurować, kto jest bardziej zajęty czy bardziej zmęczony, kto niesie więcej na swoich barkach, stale szukamy sposobów, by nasze życie stało się lżejsze, łatwiejsze do udźwignięcia, bliższe temu, co kochamy, mniej zapchane oczekiwaniami i niepotrzebnymi zadaniami”.

Utożsamiam się zwłaszcza z pierwszą częścią tego zdania. Przez jakiś czas było mi ono bardzo bliskie. Brałam na siebie jak najwięcej, a potem narzekałam, że się nie wysypiam, nie wyrabiam, nie mam czasu dla bliskich. Miło było, gdy ktoś mi współczuł. Aż w końcu zrozumiałam, że sama robię sobie krzywdę i uczę się tego, że moja wartość i szczęście wcale nie zależy od tego, ile zrobię. Znacznie ważniejsze jest to kim, jestem i relacje z ludźmi, którzy są dla mnie ważni.

Uczucie zawodu nie jest tym, co lubimy. Ale nie da się tego uniknąć – czasem my zawiedziemy kogoś, innym razem on nas, choć wcale nie mamy złych intencji. W życiu po prostu trzeba dokonywać wyborów i rezygnować z czegoś na rzecz czegoś innego. To niezmiernie trudne, ale bardzo wyzwalające.

Cisza

Ostatnio nie jest zbyt modna, bo żyjemy w ciągłym pędzie i na ciszę potrzeba czasu. Shauna dzieli się swoją historią i pisze, że podjęcie ważnych w jej życiu decyzji wiązało się właśnie z ciszą.

„Ostatnie postanowienia powzięłam w milczeniu i samotności – było to konieczne, uzdrawiające i trudne. Chciałam narady rodzinnej, a jednocześnie wyczuwałam, że istnieją takie etapy, przez które można przejść tylko w pojedynkę, samotną ścieżką wsłuchiwania się i nauki. To dla mnie nieprzyjemne i na każdym kroku pragnęłam zgromadzić wokół siebie bliskich dla poczucia swojskości i bezpieczeństwa”.

Uczenie się ciszy to dla mnie prawdziwe wyzwanie. I myślę, że nie tylko dla mnie. Podziwiam tych, którzy potrafią o nią walczyć. Przykład Shauny pokazuje, że to bardzo ważne, bo wtedy wiemy, co mówi nam nasze ciało, jesteśmy w kontakcie ze sobą i możemy skupić się na tym, co ważne.

„Chaos jest we mnie, jakkolwiek wolałabym się do tego nie przyznawać. To ja go tworzę, ja do niego ciągnę, ja go zaczynam, kiedy robi się zbyt cicho, bo kiedy jestem cicho, muszę przyznać, że cisza mnie przeraża, że cały życie otaczałam się hałasem i chaosem tak jak Pigpen otoczony jest kurzem i brudem. A hałas chroni mnie przed odczuwaniem tego, czego nie chcę czuć”.

 

O „Pięknym życiu” można by wiele pisać, bo jest tam sporo mądrości i wskazówek, które nawet jeśli nie wywołają rewolucji w naszym życiu, to na pewno dadzą do myślenia. Dla mnie najważniejszy wniosek to ten, że mamy prawo być sobą i mamy prawo do zmęczenia – nie musimy osiągnąć jakiegoś poziomu, aby móc poczuć się źle. Każdy z nas ma swój limit.

„Piekne życie” można przeczytać jednym tchem, ale moim zdaniem lepiej je sobie dawkować. Po pierwsze po to, by nie uciekły nam ważne myśli, które mogą zostać niezauważone przy szybkim czytaniu. Po drugie, czytanie jej ciągiem może powodować zmęczenie czy znużenie (zwłaszcza na początku i na końcu, czasem Shauna trochę przeciąga swoje myśli). Po trzecie, warto mieć czas na przemyślenia i rozkoszowanie się ciszą podczas czytania.

Wspomniałam na początku o patosie, który trochę odpychał mnie od książki. Im dalej, tym lepiej, bo jest go coraz mniej, ale zwłaszcza na początku autorce zdarzają się wtręty w stylu Paulo Coelho (może to dlatego, że jest artystką?). Mój ulubiony cytat z tego gatunku dotyczy relacji autorki z przyjaciółkami: „Nie widujemy się tak często, jakbyśmy chciały, ale kiedy już się spotykamy, wpadamy z powrotem w znajomy rytm, piosenkę, którą śpiewamy całe życie”. Ale chwilę wcześniej wpada coś mniej patetycznego, a bardzo prawdziwego: „Każdy, kto znał cię jako nastolatkę i wciąż chce spędzać z tobą czas, jest prawdziwym przyjacielem”. Mnie to bardzo podnosi na duchu!

Shauna Niequist, „Piękne życie”, Wydawnictwo Znak, 2017

 

One Reply to “„Piękne życie” – lektura dla współczesnych kobiet”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *