„Sekretne życie pszczół”

„Sekretne życie pszczół”

Lily, bohaterce „Sekretnego życia pszczół”, raczej nie można zazdrościć. Jej matka zmarła, gdy dziewczynka była mała, a ojciec… No cóż, to nie jest tata-bohater, który traktuje swoją córeczkę jak księżniczkę. Ten ma raczej zadatki na tyrana. Nie interesuje się życiem Lily, nie obchodzą go jej pasje i zainteresowania, ważne, by nie wchodziła mu w drogę.

W dodatku Lily obwinia siebie o śmierć mamy, w głowie ma scenę kłótni rodziców, a potem pistolet, który przypadkowo eksplodował, gdy trzymała go w ręce. Pewnego dnia, gdy nie może wytrzymać stwarzanej przez ojca atmosfery agresji, ucieka z domu, po drodze ratując z nie lada opresji gosposię Rosaleen. Trafiają do pasieki w Tiburon, tam biała Lily pośród czarnych kobiet, odnajduje spokój i poznaje prawdę o swoim życiu.

Choć tytuł sugeruje ważną rolę pszczół, tak naprawdę stanowią one tylko tło tej pełnej czułości opowieści. Najpierw Lily próbuje zamknąć je w słoiku i pokazać ojcu, a później podczas pobytu w Tiburon, nieco dokładniej poznaje ich życie. Ale w książce na pewno nie brakuje kojarzącej się z miodem słodyczy.

„Sekretne życie pszczół” to w pewnym stopniu historia o prześladowaniu osób czarnoskórych. Doświadcza tego choćby Rosaleen, która nie ma szans na sprawiedliwe potraktowanie i rozpatrzenie konfliktu, w jakim brała udział. Problemów wynikających z różnic na tle koloru skóry doświadcza także Lily, która nie może szczęśliwie kochać swojego wybranka. Ten wątek, choć ważny, nie wysuwa się tutaj na pierwszy plan. Takie przynajmniej jest moje odczucie.

Co więc jest tu najważniejsze? Czułość, troska, przyjaźń i miłość. To wszystko Lily znajduje w Tiburon, wśród właściwie obcych dla niej kobiet i właśnie tego pozbawiona była w domu rodzinnym. Nie znajdziemy tu zwrotów akcji (choć dramatów nie brakuje), nie będziemy gnać przez fabułę, ale przyglądać się i przeżywać emocje małej Lily. A ta jest niezwykle bystra, odważna i urocza.

„Niektórzy ludzie mają szósty zmysł, inni są go zupełnie pozbawieni. Ja go chyba miałam, ponieważ zaraz po wejściu do domu poczułam na skórze drżenie, dreszcz, który wędrował wzdłuż krzyża i ramion, pulsując z opuszek palców. Niemal promieniowałam. Ciało wyczuwa różne rzeczy na długo przed tym, zanim pojmie je umysł. Zastanawiałam się, co takiego wie moje ciało, czego jeszcze ja nie wiedziałam”.

Bardzo spodobał mi się język powieści – plastyczny, barwny, chciało się więcej. Sue Monk Kidd potrafi opisać radość, czułość, ale też wielki smutek i rozpacz (chodzącym smutkiem w książce jest May, która przyjmuje na siebie cierpienia innych, ma też własną ścianę płaczu, gdzie próbuje te traumy zostawiać). A w tym wszystkim jest też wiele mądrości.

„Czyż nie powiedziałaś mi w zeszłym tygodniu, że jedną z rzeczy, które pokochałaś, są pszczoły i miód? Skoro tak, będziesz świetną pszczelarką. W gruncie rzeczy nie trzeba być w czymś najlepszym, Lily, wystarcza, że się to kocha”.

Ta książka dała mi dużo spokoju i ciepła. Można się nią otulić nawet w upalne wakacje.

2 Replies to “„Sekretne życie pszczół””

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *