Niebanalny rok TAG

Niebanalny rok TAG

Lubię przypominać sobie książki, które czytałam, dopasowywać je do różnych kategorii, choć nie jest to łatwe. Dziś zapraszam Was na „Niebanalny rok TAG”, do którego pytania ułożyły Asia i Gosia z kanału tuczytam (nieustannie zapraszam do zaglądania, jeśli szukacie dobrej literatury :)).

Styczeń – Dzień Wikipedii: książka, która mnie czegoś nauczyła

Cenię sobie książki, które uczą mnie czegoś o świecie, o ludziach, o tym, kim jesteśmy. „Spod zamarzniętych powiek” Adam Bieleckiego otworzyło mi oczy na wiele spraw, ale przede wszystkim uświadomiło mi, że naprawdę nie wszystko w życiu muszę rozumieć. Na przykład to, dlaczego ludzie chcą zdobywać szczyty świata. Z drugiej strony lektura tej książki pokazała mi, że nie chodzą tam po to, żeby umierać. Niby oczywiste, ale patrząc na internetowe dyskusje przy okazji różnych wypraw, wcale nie. W ostatnim czasie to właśnie książki o tematyce górskiej najwięcej mnie uczą.

Luty – Międzynarodowy Dzień Języka Ojczystego: polska książka pisana ciekawym językiem

„Po trochu” Weroniki Gogoli to bardzo krótka, ale świetnie napisana polska powieść, a właściwie wspomnienia autorki z rodzinnego domu. Lekki, pełen humoru styl przeplata się tu z opowieścią o życiu i umieraniu, o relacjach z bliskimi. Do tego szczerość, brak lukrowania rzeczywistości z jednoczesnym dostrzeganiem tego, co w niej kolorowe i ciekawe. Na pewno do niej wrócę!

Marzec – Dzień Wędkarza: książka, którą z trudem zdobyłam

„Ptasiek” Williama Whartona. Po raz pierwszy czytałam tę książkę jeszcze w gimnazjum, kiedy przygotowywałam się do konkursu. Byłam wtedy pod ogromnym wrażeniem „Ptaśka”, to także jeden z moich ulubionych filmów. Kilka lat później bardzo chciałam do tej książki wrócić i, przede wszystkim, mieć ją na swojej półce. Okazało się to dość trudne, bo w tym czasie „Ptasiek” był niedostępny w księgarniach. Odpuściłam, licząc na to, że kiedyś się przecież pojawi. I tak się stało, nawet szybciej niż myślałam – „Ptaśka” zdobył dla mnie Mąż!

Kwiecień – Międzynarodowy Dzień Załogowych Lotów Kosmicznych: książka, która zabrała mnie w podróż

„Love&Gelato” i „Love&Luck” – młodzieżówki, w których obok wątku odkrywania siebie, swojej tożsamości, godzenia się z tym, co niesie życie, pojawiają się również podróże do Włoch i Irlandii. Jeśli jakiegoś miejsca nie widziałam, to trudno mi sobie je wyobrażać i nie sprawia mi to wielkiej przyjemności. Ale Jenna Evans Welch pisze w taki sposób, że mam ochoty spakować walizkę i wyruszyć w podróż!

Maj – Dzień Bibliotekarza i Bibliotek: najciekawsza książka, którą pożyczyłam

„Wszystko zależy od przyimka” autorstwa profesorów Miodka, Bralczyka i Markowskiego. Nie mogłam się od niej oderwać, śmiałam się w głos w autobusie, sporo się dowiedziałam i świetnie się bawiłam. A potem książki tych panów zaczęłam kupować.

Czerwiec – Dzień Jojo; książka, do której czasem wracam

Zdarza mi się przeczytać jakąś książkę więcej niż raz, ale rzadko wracam do jakichś fragmentów. Na pewno jednak zerkam do „Holyfood” Szymona Hołowni, bo bardzo, bardzo tę książkę lubię, a także do „Sankofy” Magdaleny Pajkowskiej i o. Tomasza Gaja, bo daje porządnego kopa.

Lipiec – Międzynarodowy Dzień UFO: książka z wątkiem nie z tego świata

„Księga Dziwnych Nowych Rzeczy” Michela Fabera. Nie czytam zbyt wielu książek z wątkiem nie z tego świata, ale ta była rewelacyjna, inna, trochę dziwna i zapadła mi w pamięć. Angielski pastor Peter wyrusza z misją ewangelizacyjną do Oazjan, mieszkańców innej planety. Na ziemi zostawia żonę, kota i trochę problemów, z którymi Bea musi poradzić sobie sama. W książce znajdziecie nie tylko międzyplanetarną opowieść, ale też nowy język, którym posługują się Oazjanie.

Sierpień – Dzień Komara: książka, która pozostawiła po sobie ślad

Jeśli chodzi o fabułę, nie pamiętam zupełnie nic, ale „Ślady” Jakuba Małeckiego były książką, która mnie zatrzymała, wymagała uważnej i spokojnej lektury, rozkoszowania się tym, co autor chciał przekazać. Pamiętam trudne początki związane z tą książką, pamiętam też mój późniejszy zachwyt i pewność, że sięganie po twórczość Małeckiego będzie dobrym wyborem.

Wrzesień – Międzynarodowy Dzień Tłumacza: świetnie przetłumaczona książka

Trochę strzelam, bo nie czytam książek w językach innym niż polski, ale wydaje mi się, że „Fangirl” i „Eleonora&Park” to dobre tłumaczenia powieści Rainbow Rowell. Tak mi podpowiada intuicja 😉

Październik – Dzień Rozrzutności: najdroższa książka na mojej półce

Nie jestem bardzo rozrzutna, nie zbieram wydań kolekcjonerskich, kupuję książki przez Internet, żeby trochę zaoszczędzić. Myślę więc, że najdroższą książką na mojej półce są „Dzieci z Bullerbyn” – wydanie kolekcjonerskie, które otrzymałam w prezencie gwiazdkowym.

Listopad – Dzień Kredki: najciekawiej ilustrowana książką, jaką czytałam

„Siedem minut po północy”, czyli opowieść o 13-letnim chłopcu i potworze, który przychodzi, by pomóc Conorowi zmierzyć się z rzeczywistością. Nie jestem dobra w opisywaniu ilustracji, mogę Wam więc tylko napisać, że są przejmujące, nieco mroczne, bardzo klimatyczne i świetnie korespondują z treścią historii.

Grudzień – Sylwester: książka, którą obiecuję sobie przeczytać co roku

Chciałam dostać „Imię róży” w prezencie – dostałam. Chciałam przeczytać – nie przeczytałam. Wiem, że to świetna książka, że klasyka itd., niby mam ochotę ją przeczytać, ale do tej pory mi się nie udało. Może 2019 okaże się przełomowym?

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.